Żartowałam.
Nie wiem czy to w ogóle jest stosowne, żeby wylewać ze swojego wnętrza wszystko tak pod nogi publiczności. Chociaż w tym stuleciu to bardzo popularne.
Chyba poruszę bardzo ciężki temat i będę chciała na kartach tego wywodu rozwiązać swój własny problem, w dodatku z nadzieją na to, że chociaż dla mnie okaże się to korzystne i sensowne.
Więc, jak przy dużej prędkości, nie wpaść w poślizg i nie umrzeć.
Rozwijanie tej przepięknej tezy zacznę od krótkiego przedstawienia sytuacji w której się znalazłam. Ciężko stwierdzić kiedy rozpoczął się mój problem. W każdym bądź razie to bardziej był proces niż moment. Polegał mniej więcej na tym, ze zajmowałam się wszystkim dookoła, zmiana szkoły sprawiła ze chłonna jak gąbka i ciekawa świata jak mała dziewczynka przeżywałam wszystko milion razy bardziej, choć nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Oczywiście, pójście do liceum nie było jedynym powodem, jakby to określić... choroby. W gruncie rzeczy uwielbiam moją nową szkołę, o wiele bardziej niż gimnazjum. Moja mentalność i charakter, z pewnością dodały swoje dwa grosze. Mimo, że nie czułam ile stresu przeżywam zauważyłam to w inny sposób. Znaczna utrata na wadze, bóle brzucha, nienajlepsza morfologia. O psychice nie wspominając. Oczywiście mogłabym odpowiedzialność zrzucić na mój wiek, dorastanie, ale zdaje sobie sprawę ze to była moja wina. Zapominałam o jedzeniu, albo po prostu nie mogłam jeść. Wszyscy dookoła zauważyli zmianę w moim ciele i sugerowali anoreksję, czy inne zaburzenia odżywiania. Ale ja od zawsze byłam świadoma, ze nie warto się pakować w coś takiego. Tak, wiem to choroba, która nie zależy od człowieka, istnieje tak samo jak cukrzyca czy nowotwór. Więc moje życie żyło gdzieś obok, niby byłam szczęśliwa, ale trochę mnie w ogóle nie było. Teraz jest już znacznie lepiej, choć nadal zbyt często poruszam w mojej głowie tematy egzystencjalne. Kiedyś mnie to chyba wykończy. Piszę to, jak już wcześniej wspomniałam, trochę dla siebie, żeby poukładać sobie w głowie pewne rzeczy, ale trochę tez na przestrogę szczególnie dla dziewczyn w moim wieku. Bo od takiej zwykłej, trochę zbyt szybkiej rutyny, która nie wydaje się być niczym złym można łatwo wykończyć siebie i przy okazji zamartwiajacych się o ciebie bliskich. Zawsze warto prosić o pomoc, muszę to powtarzać jak mantrę żeby się tego nauczyć. Chyba najwyższa pora.
Zostawiam wam nick do mojego instagrama, bo ostatnio bardzo mi na nim zależy:
Instagram: @pokemonek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz